10,33 2011-11-03 23:51:07

Zmęczone, popielate, pożółkłe już ręce z przydługimi, na pewno nie pielęgnowanymi paznokciami, które na powietrzu zmieniłu sie w szpony, stoi miażdżąc taki sam bury, jak on, papierek. Ile lat eksploatacji może nosić korpus, którego kolejne tygodnie zapomnianej już ciąży wykształciły ręce, a te palce. Niewiele ponad średnia wieku, szarego, szturksowego czlowieka, którego somatyczność dawno stracila już jakiekolwiek cechy istoty żywej.
Ręce, które przeczą mowił w telewizji, ręce które złotych dziesięć ściskały, po 12 godzinach orania, zapierdolu w podrzędnej foirmie, dla nic nie wartych paruset złotych, bo skoro umysl skonstruował projekt zainwestowania w wielka fetę 10 polskich zlotych, a pani kasjerka, która Bogu ducha winna, skasowała 3 produkty, przesuwając przez szklany czytnik informuje, że to za malo? Co to znaczy za mało...? No jak to za malo...? Kurwa, szary mężczyzna, codziennie kupuje to samo, stara się modyfikować jeden tylko wariant tej perdolonej układanki, choć i tak zawsze z tego samego zbioru. Rzeczy mniej cennych, rzeczy, które już nie chcą być obiektem pożądania, a raczej obiektem, który nie pozwoli temu, czy innemu zejść z głodu. Jest paczką z czerwonego iksa, zrzutem na pustyni... Jakież to szczęscie spotka czlowieka dziś, kiedy urwał utkane z pajęczej nici darmowe reklamowki, żeby całe to promocyjne trio tam zmieścić. Ułomność spożywcza również zasługuje na szacunek... Chleb... zwykły, jak dla zwyklych ludzi, normalnch smutnych, czesto czerstwych i z zakalcem, pokrojonych przez pragnienia i ubranych w folie z mrzonek... Ciepłe piewczywo mimo, ze pachnące jest jak wystawa sklepowa, dużo lepiej się ogląda niż ją konsumuje... Bochenek dupek..., skrajek..., piętek...., tego jeszcze nie grali, a mogłoby to zdominować paletę przedpołudniowych zakupów, co więcej, skoro plyty wiórowe tak idą,bo i mebel na połysk wysoki zrobi się z tego a i gitarę niemal dżibson, to dlaczego chleb śmieciowy się nie sprzeda... Masło, druga pozycja na liście pragnień, zaleta-powoduje spokoj przy kilkudniowym nawet chlebie, wada-nieregularność kupowania, dzienną rację zakupową należy przez to uzupełniać lub uszczuplać. A schemat jest kluczem, ułatwieniem, spokojem, świeżą bułką, procent, ze w bule znajdziemy kawałem piekarskiego kotła jest niewielki. Przy tym, to produkt najwyzszego luksusu, bo zakalec posmarowany, nabiera szlachetnych cech. Został się dzisiejszy gwóźdź zakupów, masło-krem czekoladowo nugatowy, przez całą kolejkę czeka, śledzi, a raczej obserwuje podróż, po gumowej taśmie, słoika z brazowa smołą, kiedy jest wystarczająco blisko, pożółkłym od ruskich petów paznokciem skubie wieczko, hałasuje, już prawie to ma, jednocześnie wyobraża ceremonię nakładania na stertę kruszących się kanapek, zaparzaniem herbaty zgodnie z instruktarzem. Lubi to.
Wszystko trwa tylko kilka minut, doliczamy dogrywkę w postaci zażenowania wynikającego z powstałej różnicy, poszukiwanie nic nie wartych kilkudziesięciu groszy. Ciche podziękowanie kasjerce i zniknięcie, przeniesienie się teleportem wprost przed chlebak, przed jedyny talerz i arkorokowa szklanice... To Pana? Jasne, że moje... O tu? Nie, to aż do cukierków, które zabiorę w kolejną podróż.

Tagi: z notatnika podroznika

skomentuj (0)

zaoknienni 2011-08-12 01:15:30

Jednej rzeczy nie bylismy w stanie odroznic, wnetrz, ,wszystkie zdawaly sie jednakowe. zamierzenia architekta, planisty, czlowieka, ktory zaplanowal pole zamienic w urbanistyczna operetke, rowniez na ttym etapie spaceru byly nie do odgadniecia. palacowy jakby, uklad, komunalnych lokali o zroznicowanym metrazu, dostapnym dla kazdej rodziny a takze samotnych lub starszych. nowoczesne mieszkania wyposazone w biezaca wode i ogrzewanie z wezla miejskiegoo, sprawia przyjemnisc Tobie i Twoim najblizszym. zima w bloku, zdawalo sie widniec na elewacji haslo, ktore przezylo i system i planiste. pozostalo grudkami emalii, ktorej uzyto do markeetingowego hasla z poprzedniej epoki. Okna z lufcikami, balkony dwuskrzydlowe, zsypy na smieci, by nie marnowac czasu na zwiezienie smieci z 12 pietra tylko do kontenera. wszystkie okna mialy juz wady wzroku, wszystkie cierpialy na jaskre, zupelnie jak ich lokatorzy, torzy cudowne lata nowej szarzyzny mieli juz dawno za soba. mgla czasu zaszla nad szybami drzacymi przy kazdorazowym przejezdzie tramwaju, popielate firanki, kupione gdzies w pasmanterii na Bielanach a moze na Woli, obrus w owocowy raj i stol na wysoki polysk. rzeczy trzymaja przy zyciu swoich wlascicieli, nawet myta kuchenna lamperia czy aluminiowe klamki sa dobrym slowem, usmiechem dla swojego lokatora. zostaja tez te zapomniane, odwrocone oczy okien, zakrytych tektura, gazeta, ich wlasciciele nie chca zapewne, by patrzyly na ten swiat, najlepsze czasy za nami przyjaciele, przyjmijcie wiec trybune a moze swiat mlodychp nie patrzcie jak wszystko niszczeje. ja bede na Was parzyl... ja tez nie moge na swiat ten patrzec, ani w nim zyc. cyk... zdrowko okna moje. ja bede z wami. obudzimy sie w nowym lepszym swiecie.

sprzedam tanio 3 pokoje w suuper lokalizacji. 2 minuty do metra, szkola przedszkola,kawiarnia, monopolowy, brama do piekla. do remontu kapitalnego.zadzwon.

Tagi: z notatnika podroznika

skomentuj (0)

mozna wlaczyc jakis mniej dolujacy film, plis ...... 2011-08-07 00:23:07

Nie wiadomo nawet jak, znalazl sie znowu w dusznym autobusie, matka zapakowala jak zwykle tysiace malych kaskow, przegryzek. niepopularne kanapki zaczynaly byc przescigane przez pachnace dymem i kminkiem kabanosy, maslane bulki, ktore w polaczeniu z folia oraz plecakiem i atmosfera wycieczki byly gumowe, kruszace sie i mdle.caly ten spozywczy fajans przykryty byl ogoreczkamil ktore znalazly sie w zestawie tylko dlatego, ze wygraly z gotowanymi jajkami,ktore rzecz jasna, kazda wycieczke, czynia lepsza. ogoreczki zawiniete w kosmiczna aluminiowa folie, ktora zasmucila na poczatku staromodny papier sniadaniowy. cale hektary pzpierowych westchnien i lez, falowaly gdzies kolo kluczy. gwiezdzista materia, ktora swieza zachowa kanapke w szkole, a po konsumpcji doskonale spelni sie jako kulka, pilka, gala... papier nie mial tej sily przebicia, charyzmy i wewnetrznej zgody na rekreacyjne wykorzystanie. papier, najwyzej szuflade przykkryl, moze wyjatkowo zeszyt oblozyl. z cala pewnoscia byl prekursorem kalki technicznej przynajmniej w jego domu, kiedy ostrym olowkiej na szybie odrysowywal skomplikowane ksztalty i rysunki te chowal na przyszlosc, dla potomnych.
siedzial juz w poblizy brazowych filizanek, w uszach juz szumiala melodia sprzed lat, kiedy probowal zajac miejsce, zeby nikt nie siedzial z nimp zeby w samotnosci mogl przetrwac podroz konieczna... zeby wreszcie pryszczaty szczyl nie przy.lazl i nie marudzil, ze chca tu siedziec parka, mamunia i coreczka, owieczka, kurwa ich mac... do 40 beda jezdzily razem wyciarajac sobie noski buziaczki po zarciu... przesiadl sie, a jak... zeby mogly zaczac plotkowac od startu.
melodia zmieniona... obok brazowych kubkow, chlupiacego brunatna mazia zelastwa ktora wypluwa goraca wode. tuz za nim przycupnal autobusowy ustep, szczoch, sralnik dla wszystkich jedzacych i pijacych podczas ekstremalnie dlugiej, trzygodzinnej podrozy. smierdzi zatem stamtad, oczekiwaniem celu podrozy. drzwi i... duet, przecudnych mlodziencow ziemia nasza matka nosi, niezwyklej urody, a i madrosci zacnej. posrod wyprostowanych oszulek, trzylistnych spodenek butkow, torebeczek, wpdy utlenionej... ksiezniczka i jej rycerz, pewnie ochroniarz a ona tancerka... jaka do mamy, primabaleriny, na obiad wystawny, rycerz szlacjetny, ale chrupek ma torbe, dobrych rad i checi na beeme audice, kurwa jak ona idzie, smutno spogladajacego przez okna, kiedy zza niego pisk, wizg opon. moze i on kiedys, moze w oczach nabierze, moze chlopakow podwiezie. tymczasem, deluxse rejsowy z dupy do glowy... film rozpocznie sie, czolowka chrupy otwarte... noe... rzeka? kurwa nie... ppodsumowal szybko, udal sie do kierownika z haslem, mozna kurwa wlaczyc jakis mniej dolujacy film, plis....? 

ona z usmiechem odprowadzila i przywiodla do siebie rycerza w bia.ej papierowej zbroi...

Tagi: z notatnika podroznika

skomentuj (0)

Nie ma powietrza, herbata cytrynowa, czerwona zasłonka... 2011-07-21 23:09:55

Starzy faceci jedzą bułki z makiem. Bezzębne gęby przeżuwają jedyną może w tym tygodniu namiastkę luksusu, jeśli coś jest luksusowe to z pewnością to makowa buła. Przypominają im dzieciństwo gdzieś w podwarszawskiej czy podpłockiej wiosce, kiedy matka raz w tygodniu po zapas oleju wyjeżdżała i w granatowej, dermowej torbie przywoziła pachnące chleby, sól, olej, czasem pastę do zębów, której i tak nikt nie lubił... oraz bułki z makiem. Nikt nie lubił buł z dżemem, twarogiem, bo wieś pachniała serwatką i powidłami, mak... mimo że obrastał pola, a dziecięce gęby, też jakby jeszcze bezzębne, namiętnie ssały smoczki czy rożki z makowinką, był czymś extra, luksusowym, wyborny drożdżowym specjałem z lukrem, nie pieczone przez matkę, ale z dodatkowym splendorem państwowej piekarni. Symbolem obcowania atomów, najpierw w bezkształtnej drożdżowej masie, soli, mąki, czasem jajka a moze i mleka, później innych takich jak one, kawałków, fragmentów, odważanych porcji, ugniatanych i zawijanych przez spracowanie łapska cukierników, palących Klubowe i dosypujących kolejne porcje mąki do czarowania tymi wypieczonymi świdrami, bułkami, rogalami, tysięcy dzieci w spożywczych sklepach. Do tworzenia pożądanych stu dwudziestu gram z makiem i lukrem. Do kupowanych po 1 i po 10 na wieś emblematów miasta i sobotnich wypraw.
Autobus ruszył z początkowego przystanku, zatrzymał się na pierwszym skrzyżowaniu, za oknem kończył się blok muzeum kolei a moze kolejnictwa w ogóle, miejsca, które ilekroć widzę, przyprawia mnie o dziesiątki skojarzeń, a przede wszystkim przywodzi myśl najnudniejszego miejsca na świecie. Może zupełenie bezzasadnie. Czerwone światło sygnalizatora z pewnością dało sygnał do mózgu, że najwyższy czas z ekologicznej siatki, choć nikt tego nie rozumie, plastikowej reklamówki wyciągnąć bułki z makiem, poczekać odrobinę, aż kobieta obsługująca rejsowy autobus zaproponuje pasażerom napar z granulatu, który zapewne wysypywany jest z tych samych cystern co pestycydy, no ale cóż - tanio i smacznie... Gorąca 'herbata' oraz bułki z makiem. Bezzębna szczeka z łatwością poradziła sobie, z bądź co bądź swieżą bułką a jeśli dodatkowo, brązowy plastikowy kubek podał tejże pyszny, pachnący jak citrone kostka do kibla płyn... świat od razu stawał się ... taki wycieczkowy. Cały tydzień na podrzędnej budowie, gdzie prawo pracy jest tak samo omijane jak kałuże i korki, poszedł w zapomnienie, codzienne kanapki, marny catering, który inwestor dostarcza swojej ekipie okazuje się naprawdę marną michą, kiedy myślą o piątkowych bułkach w autobusie. Zostawiają za sobą tydzień upokorzeń, bo przecież w budowlance 15 lat, ale zawsze czegoś się tam człowiek nauczy. Od poniedziałku, do piatku jest się zwykłym wyrobnikiem, parobkiem na stołecznej inwestycji, dla śródmieścia i wysokiej klasy. W piatkowe popołudnie, razem z brudnym, granatowym drelichem odwiesza się maskę, pachnącć tynkiem i farbą do elewacji.
Jest ich dwóch, prawdopodobnie są z tej samej wsi, dzielą się bułkami, jedzą z jednej reklamówki, mimo że są dorosłymi facetami, zachowują się jak bracia, jak małe dzieci, które zbierają wspólnie drobniaki tylko po to, by szybko w osiedlowym sklepiku kupić dwa pączki i jeszcze szybciej opuścić sklep. Podzielić się słodkościami i zatopić zęby w zapieczonej skórce.
Ciekawe czy pierwszy kęs przyniesie od razu marmoladę...

Reklamówka jest jedna, zawiera może 4, może więcej bułek, wszystkie z makiem, patrzą, bez słowa, uśmiechają się, kiwają głowami dyskretnie, jakby chcieli bez słów pochwalić zakup, pochwalić piekarza, ziemię, na której rolnik uprawia, wreszcie kobietę, która raz w tygodniu sprzedaje im porcję bułek.

Jest im dobrze, wiozą prawdopodobnie tygodniową wypłatę, może myślą o fantach, które kupia dzieciakom, na pewno nie myślą o wódce, bo gdyby o niej myśleli na pewno nie jedliby tylko chrapali i śmierdzieli karbidówą. Podróż z oglądaniem, jedzeniem, najlepszym czy jedynym kumplem, taki mały piątkowy rytułał. Nie rozmawiają podczas jedzenia, po zakończeniu konsumpcji, wytarciu ust, zamieniają słowo, kilka urwanych zdań, piszą wspólnie smsy do rodzin, może do dzieci. Kochanie, jade, wracam z pracy. Jestem trzezwy i najedzony. Bagazu nie mam, tylko reklamowke. Czekaj na mnie.Caluje.



Tagi: człowiek, bułki, odnotowane

skomentuj (3)

stare, znaczne podziemne, skarcone 2011-06-01 00:19:48

Przedramiona juz calkiem scierply, goraca,a wlasciwie mokra szczelina wytworzyla sie w miejscu gdzie dwie powierzchnie, magiczne powloki wpadaja na siebie, pospiesznie wymieniajac czastki zawierajace jakis informacje, chocby sladowe o mieszkancach tej przedziwnej planety. Orzel wyladowal,jak mowila okladka filmu ktora Przybysz znalazl byl drugiego dnia kiedy widzial Solara w formie, moglbyc do i 20 tydzien wedlug czagos co tu zwane jest miara czasu. Czas, mieszkancy odmierzaja wszystko i wszedzie, czas... Tak jakby wydawalo im sie ze jesli zrobia cos bardziej machajac rekami nogami lub calym soba a jedynie zupelnie niepotrzebnie przysuna rezultat dzialania, ma to rzekomo w jakis ziemski sposob wplynac na ich samopoczucie i notowania. Oooo tak, kolejna rzecz, notuja, licza, zajmuja miejsca,..

skomentuj (1)

w tamtym ciemnym domu /odslona 2 2011-05-14 22:02:53

wszedl po karmelowej podlodze,ktora zupelnie jak wszystko w tym sklepie miala juz lata swietnosci za soba. Male kwadraciki z namaszczeniem zostaly ulozone zapewne przez Ziutka, Zdzicha czy Marianka, gdzies kolo roku 1970 kiedy rodzicom jeszcze w glowach nie byla kopulacja,ktorej glosnym finalem mialbym okazac sie 'ja'. No wlasnie, moj - ja i ze mna...pojedziemy w droge ciemna... Od drzwi do sklepu dzielilo go zaladwie kilkadziesiat centymetrow karmelkowej kostkowanej arterii, zeby wreszcie grezmolaca w brulionie Helinke zauwazyc bez zadnych !klocen. Szybko okazalo sie,ze alkoholowy zapach z jego samochodu w zestawieniu z wysokowonnym bukietem w tymze przedsionku nie byl taki straszny. kurwa... Pomyslal, zaklal moze nawet, jak w takim dziadostwie mozna pracowac... W glowie brzmiala mu jeszcze sluchana tuz przed zatrzymaniem samochodu piosenka Analogsow... Pomyslal,ze to bardzo na czasie, przechodzenie przez obeszczany chyba tysiacem kocich strumieni korytarzyk i jeszcze gorsze pomieszczenie sklepowe. Zastanawial sie jednoczesnie jak czlowiek o wyjatkowym szczesciu,posiadajacy drozne kanaly nosowe oraz ulamek choc wrazliwosci ogolnej moze przez ten mordor przechodzic i zakupy niesc... Jedzenie... kurwa, juz wiem dlaczego drzwi sa w takim stanie. Zasadniczo zupelnie oczywista jest reakcja na znajome wnetrze. Wejde tylko i mleko,fajki i moze cos na droge... Nie... Obrzygam sie wracajac z jedzeniem,albo gorzej wsaide do auta i tam odbedzie sie growlowanie. Ide, kilka krokow, drobnych bo przeciez nalezy zachowac reklamowke z zeszlego roku zeby kurwa ekologicznie sie zrobilo. Pierdolce. Ale my nie o tym...

Tagi: wynurzenia

skomentuj (0)

Ojciec 2011-05-03 23:47:40

Srebrny usiadl w zielonym, poplamionym fotelu,zupelnie jak zwykl robic to, kiedy byl jeszcze w mechanicznej zawodowce i tak naprawde nigdy nie mogl podpatrzec jak siada w tenze sposob jego ojciec. Ojca nie znal lub nie pamietal, swiadomosc posiadania, bycia czyims potomkiem, noszenie tych samych genow, lysiny, wasow.... Kurwa tozsamosc Srebrnego wydawala sie taka- bezojcza...szkola czasem probowala jego wytrzymalosci, bo wrazliwosc zostala wyparta wraz z pierwsza bojka, jednego kolezki z 'sierota', ktora to ow kolezka ukonczyl na oddziale intensywnej terapii lokalnego szpitala na gorce. Wtedy to Sebrny okazal sie chlopakiem, ktory ojcowskie rady dotyczace szkolnych interakcji otrzymal od wasatego mezczyzny, ktory wszystkim zbirom w telewizorze zyczyl smierci, najbardziej imponowalo mu jednak to ze zawwsze dotrzymywal slowa.wytrzymalosc jednak nie zawsze miescila sie w czasce lub gdzies pomiedzy kosccem a mozgiem. Wspolne wyjscia na ryby, rowery wszystkie codzienne chlopieco meskie zajecia okazywaly sie zasadniczo jalowymi solowkami, polsrodkami czasem doparzanymi przez sasiada.

Tagi: srebrny

skomentuj (0)

Księga Gości